Kategoria główna:EUROPA

lublana-bede-tam-wracal

Wylądować w Lublanie po pobycie w Podgoricy to jak zamienić nocleg w stodole na sianie obok krowy na internat pełen cheerleaderek. Napisać „przepaść”, to ulec pokusie eufemiznu. Do stolicy Słowenii trafiłem z racji tak złożonej przesiadki; wylądowałem po 16:00, a wylot do Warszawy miałem kolejnego dnia o 8:00. W rezultacie, spędziłem tam jedynie szesnaście godzin, z czego siedem stanowił sen. Do tego dojazd i powrót na lotnisko i w praktyce wychodzi, że w mieście wolnego czasu miałem niewiele.

Czytaj dalej
0 - Liczba komentarzy
Udostępnij